Heroes III

News
Armageddon's Blade
Chronicles
Download
Historia
Kurs Edytora Map
Mapy
Opisy czarów
Opisy jednostek
Pamiętniki
Poradniki
Recenzja
Tipsy
Zamki


Gry strategiczne SZTAB

Pamiętniki bohaterów

Kroniki Erathiańskie --- Losy III kampanii przeciw Podziemiom ---

Spisane przez uniżonego sługę Eofolu Paula Skrybę

Usytuowanie zamku Still Water nie było szczególnie korzystne. Znajdował się na półwyspie, którego otwarte wybrzeża nie dawały żadnej osłony przed morską inwazją. W pierwszym miesiącu kampanii można się już było spodziewać widoku okrętów wroga wynurzających się zza horyzontu. W obszarze działań krzyżowały się interesy pięciu królestw, spośród których najbardziej obawiać się należało władcy podziemi, nieprzejednanego Hrabiego Benego. Mrożące krew w żyłach opowieści o podbojach i bezwzględności zasiały strach i panikę w okolicznych wsiach, uniemożliwiając rekrutację wśród ludności. Ziemia nie była bogata. Lasy dostarczały wystarczającą ilość drewna, a i kamienia nie brakowało. Jednak poza tymi podstawowymi surowcami nie odnaleźliśmy jakichkolwiek mineralnych złóż. Oznaczało to konieczność poszukiwania surowców poza granicami, co wiązało się z niebezpieczeństwem, lub kupować zapasy przywożone przez obcych kupców.Dochód przynosiły okoliczne młyny. Zdołaliśmy uzyskać trochę zmagazynowanych materiałów przekazanych przez miejscowych. Kilkanaście mil na południowy wschód znajdował się port. Lecz chłopi ostrzegali nas, aby przed przybyciem posiłków się tam nie zapuszczać, gdyż w pobliżu opuszczonej stoczni kryją się dziwne smoki, przybyłe tam niedługi czas temu. Zatem poszukiwania drogą morską musieliśmy wykluczyć na najmniej kilka tygodni. Jedyną drogą łączącą dystrykt z innymi [...] był trakt wiodący przez Przesmyk Dwóch Fal...

Był blady świt. Wkroczyliśmy na górską ścieżkę spokojnie, i tylko stukot kopyt, odbijający się echem w niewidocznych, spowitych mgłą szczytach oznajmiał nasze nadejście tamtejszym duchom. Spodziewaliśmy się pułapki; strome zbocze skalne, a po drugiej stronie urwisko, świetnie nadawały się na jej zastawienie. W chwilę potem nasze zdumienie wzbudził widok niewielkich stworzeń, które tak szybko jak pojawiły się przed nami, zniknęły za drzewami. Uniknęliśmy walki w tym trudnym terenie, sądzę dzięki [...]. Po niespełna pół dnia drogi ujrzeliśmy rysujący się obraz miasta, osadzonego w wysokich murach w dolinie, pomiędzy dwoma posępnymi łańcuchami góskimi. Wydawało się doskonale strzec obszaru, nad którym górowały jego wieże. Jednak naszą prawdziwą radość wzbudziło spostrzeżenie, iż zamiaszkuje je ludność spokrewniona z ludem Krewlood! Naturalnie oznaczało to, iż mogliśmy liczyć na pomoc z ich strony.

Gród zwał się Marysin, i zaiste książę Bogorald, po wysłuchaniu naszych argumentów nie wahał się i zaoferował stanąć po naszej stronie, przeciw siłom Nighonu. Pokrzepiło to nasze serca, bowiem w nadchodzącym konflikcie liczyć się miała każda szabla, każden sojusznik, nawet pojedynczy. Niezwłocznie przystąpiliśmy do omawiania strategii działań, starając się ustalić gdzie znajduje się wróg, gdyż nie wiedzieliśmy skąd może uderzyć. Należało wzmocnić patrole i rozpoznać teren [...]. Po zajęciu innego, północnego portu, mogliśmy rozpocząć przygotowania do ekspedycji. Prądy Morza Północno-Zachodniego umożliwiały swobodną podróż wzdłuż północnego wybrzeża na zachód, gdzie okrążając nasze ziemie, można było eksplorować dalszą część morza. Wody tam okazały się spokojne, późniejsze wyprawy nie natknęły się na większe burze. Nasze posłannictwo jednak związane było z jeszcze jedną misją. Poszukiwaliśmy kolejnych części mozaiki monolitu, na którą natknął się jeden z naszych ludzi przy Ścianie Syren. Choć wskazówki były wyraźne, nie mogliśmy określić lokalizacji miejsca, które mógłby przedstawiać narysowany na nim kawałek mapy. To również warunkowało naszą determinację w zorganizowaniu wyprawy morskiej. Priorytet naszych działań stanowiło jednak przygotowanie naszych miast i zorganizowanie stałego zaopatrzenia do prowadzenia wojny. Rozpoczęta została budowa koszarów w celu szkolenia nowych szeregów, wzmocniono mury i poprawiono konstrukcję fortyfikacji. O sprawności naszych przdsięwzięć decydowała droga, która łączyła oba nasze miasta. Umożliwiała szybki przemarsz wojska, [...].

Nadszedł dzień, gdy otrzymaliśmy pierwszy raport o obecności wroga. Południowe ziemie księstwa marysieńskiego najechali barbarzyńcy, żądni krwi wilczy jeźdźcy z dziesiątkami uzbrojonych po zęby goblinów. Ci mieszkańcy twierdz, nie znają litości, a po swych łupieżczych rajdach pozostawiają pożogę i zniszczenie. Nie czekaliśmy na kolejny ruch przeciwnika. Kyrre ruszyła ze swoimi oddziałami w pościg za intruzami, rozbijając jeden z ich [...]. Kontratak wywołał takie zamieszanie wśród hord zwierzoczłeków, że poczęli się w panice wycofywać rozpierzchając w pobliskich lasach i kryjąc w górskich pieczarach. Większa część zdołała jednak przekrozcyć bramy potężnej twierdzy i w ten sposób uniknąć pogromu. Nasze wojska stanęły przed jej murami, utrzymując bezpieczną odległość. Odstąpiono jednak od próby jej zdobycia, gdyż nasze szeregi nie były wystarczająco liczne i ewentualny atak wiązałby się z poważnymi stratami, na co nie mogliśmy sobie na tym etapie całej kampanii pozwolić. Zmęczone gonitwą oddziały wyruszyły w drogę powrotną do Marysinu, gdzie dotarły o zmierzchu po dwóch dniach marszu. Następnego dnia widać było, iż Kyrre czuła się bardzo nieusatysfakcjonowana. Zależało jej na jak najszybszym opanowaniu Gundhargu i postanowiła, że przy pierwszej sposobności przepędzi barbarzyńców z ich gniazd.

Po miesiącu przygotowań potencjał regionu wzrósł i mogliśmy rozpocząć dalszą ekspansję. Sformowane oddziały stanowiły już pod względem liczebności i wyszkolenia siłę zdolną do stawienia czoła groźniejszemu przeciwnikowi. Chlubę nowej armii stanowiła wyborowa jednostka strzelców elfickich, która nie ucierpiała tyle w starciach z grasującymi w okolicy [] co inne formacje. Ich umiejętności strzelania z łuku przerastają wszelkie ludzkie wyobrażenia o tej sztuce. Powstało wiele legend , jak te o Elfie Grulfie, Sistajnie czy Legolasie. Gdziekolwiek służą, dziesiątkują szeregi wroga. Kunszt z jakim posługują się łukiem i strzałą zadziwia inne nacje. Każdy z nich potrafi wystrzeliwać jedną strzałę po drugiej, a niesamowicie bystry wzrok umożliwia im dostrzec cel z ogromnej odległości i w oka mgnieniu go namierzyć. Bez wątpienia, ich zdolności przyczynią się do wielu zwycięstw. Stan pozostałych oddziałów również nie pozwalał wątpić w powodzenie rozpoczętej kampanii.

Mijały tygodnie i nic nie wskazywało na to, żeby krainie tej groziło jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Tymczasem pod powierzchnią szpiedzy Gunnara rozsiewali już z pewnością wszędzie swoje macki. Tak sądziliśmy. I wreszcie nadeszła wieść, której z niepokojem oczekiwaliśmy. Pierwsze oddziały Sił Podziemi zostały zauważone podczas plądrowania przeciwległego wybrzeża kanału. Wiadomość niezwłocznie posłałem gońcami do wszystkich posterunków i nakazałem, aby wzmożono czujność. Zastanawiające było, iż nie zajęli kamieniołomów znajdujących się w ich zasięgu. Czyżby posiadali tak ogromne zapasy surowców, że mogli lekceważyć pojedyncze miejsca wydobycia? Możliwe, że śpieszyli się w pogoni za cenniejszymi łupami. Istnieją również zatrważające pogłoski, jakoby nighońscy najemnicy bez uzasadnienia mordowali całe wioski. Jednak żaden z moich dowódców nie spotkał się jeszcze z tym podłym aktem barbarzyństwa, którego dopuszczały się dotąd jedynie dzikie istoty z piekielnych czeluści[...]. Teraz morska wyprawa na zachód miała podwójne uzasadnienie i stała się nieodzowna. Koniecznym było dokonanie rozpoznania wzdłuż fiordów soutyjskich, żeby dowiedzieć się jak daleko sięgają wpływy Nighonu. Poza tym, dzieliło nasz ląd od nich zaledwie kilkanaście mil morskich, zatem zagrożenie było odtąd realne w każdym momencie. Dlatego trzeba było stale patrolować kanał, do czego zmobilizowaliśmy całą flotę małych i większych łodzi. Do skutku doszły dwie ekspedycje: jedną posłaliśmy na zachód ku fiordom, druga, złożona wyłącznie z ludzi, którzy zmagali się z morzem od dzieciństwa, wyruszając z ojcami na połowy ławic srebrniaków, kierowała się w przeciwną stronę na wschód. Kierunek, w którym zmierzali, to bezkresy Morza Wschodnio-Północnego, mroźnego i bezlitosnego dla żeglujących po jego wodach śmiałków.

Tymczasem barbarzyńcy z Gundhargu ponownie dali o sobie znać, pojawiając się w okolicy szlaków kupieckich, zapewne po to, aby je rabować. Zanim jednak zdążyli przeprowadzić jakikolwiek niecny atak, Kyrre wkroczyła pierwsza w ich terytorium łamiąc wszelki napotkany opór. Oblężenie Drago Breach również nie trwało długo. Podczas gdy strzelcy wraz z galopującymi opętańczo centaurami odwracali uwagę obrońców sprawnie pozorowanymi szturmami, grupa dwarfów, po dokonaniu wyłomu w bramie tylnego wejścia, wdarła się do wnętrza Twierdzy. Przerażeni obecnością wroga w obrębie murów Orkowie rzucili się do ucieczki. W ciągu tamtego popołudnia poddała się cała reszta garnizonu. W ten sposób przyległe obszary zostały uwolnione spod jarzma władców bestii. Nie długo jednak wszelkie stworzenie cieszyć się miało wolnością i spokojem, które zostały darowane tej ziemi...

Lekki wiatr pchał naprzód dwumasztową Velarię, narzucając jej niepospieszne tempo. Okręt pokonywał kolejne fale, które piętrzyły się głaszcząc jego prawą burtę. Horyzont przed dziobem odznaczał się i wyraźnie dzielił morze od nieboskłonów, zapowiadając dobrą pogodę. Wszyscy jednak wiedzieli, iż niebawem zmienią kurs, płynąc dalejna południe i wschód. Wody kanału choć rzadko noszone przez sztormy, groźne były ze względu na podwodne skały, które rozpruwały poszycia pływających tędy statków. Zaskoczeniem dla załogi było, gdy po dotarciu do cieśniny prowadzącej do wnętrza kanału, kapitan nakazał płynąć dalej, wzdłuż lądu. Leżące tam obszary były nam zupełnie nieznane, wyobrażam sobie zatem niepewność, jaką wzbudzić musiała ta decyzja, jakkolwiek jak się później okazało dokładnie przemyślana. Sprzeciwu nikt na pokładzie nie okazał, więc obrano kurs południowo-zachodni. Trzy dni potem oddział przebywający na okręcie wylądował w następnej zatoce, która wcinała się daleko w głąb lądu. Dowódca rozpoznał kształt wybrzeża i charakterystyczny cypel... jako fragment mozaiki! "Tak, to tutaj... :)" rzekł, i uradowany rozkazał przygotować rozładunek. Jego entuzjazm przyćmiło odkrycie nieopodal kopalni. Należała ona do Nighonu.

Innym zagadkowym obiektem był monolit przejścia, znajdujący się między nabrzeżnymi mokradłami a wielkim uskokiem. Wzbudzał niepokój, bowiem jego druga strona pozostawała wciąż nieodkryta. Obawiano się, iż jego próg przekroczy niespodziewanie obca armia, nie dając Kyrre czasu na przybycie z odsieczą. Rada Wojenna skupiała się w owym czasie na innych sprawach, lecz niewiadoma ta trzymała nas w szachu, nie pozwalając na swobodne działania poza półwyspem. Decyzja nie cierpiąca zwłoki została podjęta i oddziały na czele z Kyrre ruszyły w nieznane. Podróż taka łączy się z wieloma niespodziankami, jest ryzykowna. W jednej chwili przenosisz się o nieznaną ci ilość mil. Jednak nie tyle niepocieszające jest to, że trafiasz do miejsca, które może okazać się nieprzyjazne, ile świadomość niepewnego powrotu, gdyż monolity znane są ze swych często skomplikowanych połączeń, rzucając śmiałków w odległe krainy, zdanych całkowicie na los. Ludzi naszych poniosło daleko, na rozległe bagna i moczary. Odetchnęli z ulgą gdy ujrzeli brzeg morza i port, a ponieważ mniej więcej zdołali określić swe położenie, mogli przy dobrych wiatrach ruszyć morzem. Uspokojeni ruszyli poprzez mgliste połacie [...]. Wilgoć czuć było w powietrzu, która wraz z zimnym powietrzem wcinała się w skórę, powodując odrętwienie mięśni. Znacznie utrudniało to marsz, ale wyraźnie zmierzali skrótem, który musiał dokądś prowadzić. Znaleziska tak cennego w podobnej okolicy nie spodziewał się nikt. Podczas [...] zwiad natknął się na magika, który straciwszy ostatki sił w walce z niewielkim smokiem, umknął rzucając się w otwarty przez siebie portal. Smok zaś gdy spostrzegł, że jest obserwowany, natychmiast wzbił się w powietrze i zniknął za bujną roślinnością. Zaległa cisza, ozdabiana jedynie przez nieustanny świergot owadów i rechotanie żab. Żołnierze podeszli do miejsca całego zdarzenia. Na ziemi leżał niebieski, niezwykły kapelusz. Miał wysoki szpic i szerokie, nieco popękane rondo. Nie zastanawiając się długo, wzięli go z sobą, aby pokazać Kyrre co znaleźli. Drogę dalej na południe zagradzały góry, zaś jedyne przejście znajdujące się przy klifach wybrzeża strzeżone było przez klan krzyżowców, którzy wydawali się nam nieprzychylni, więc odstąpiliśmy od dalszego parcia naprzód. Zdobyty łup i tak wynagradzał poniesione trudy[...]. Pozostawało jeszcze tylko zbadać podziemie; niedaleko przystani brama prowadząca na dół ziała posępnie swym szerokim wejściem. Zapach siarki przesycał powietrze, a przeraźliwa głusza dobiegająca z wnętrza ziemi powodowała, iż każdy najchętniej obrócił by się za siebie i czym prędzej poszedł sobie. Jednak wysoka lojalność oddziałów Eofolu sprawiła, iż żołnierze wbrew wewnętrznemu głosowi rozsądku podążyli za swym dowódcą w mrok.

Miejska wrzawa, wiwaty i głośna muzyka przywitały wkraczających na zamkowy dziedziniec rycerzy i Kyrre, trzymającą w jednej ręce uzdę, a na drugiej niecodzienne nakrycie głowy. Wszyscy z podziwem obserwowali jej towarzyszy broni [...]. Artefakt okazał się być nadzwyczaj cenną zdobyczą. Jego zastosowanie nie było jednak łatwe do odgadnięcia przez druidów, zajmujących się zaawanasowaną magią. W końcu mimo trudności zdołali zgłębić arkana jego mocy [...]. Kapelusz założony na głowę zwykłego człowieka dostarczał mu wiedzy o najpotężniejszych czarach, jakie znane są magom. W owej sytuacji okazać się mógł cenniejszy od wszelkich bogactw, od największych armii. Do jego używania przygotowana została Kyrre, aby móc w pełni wykorzystać ogromny potencjał kapelusza. Po okresie nauki i opanowaniu kilku najbardziej mogących się przydać zaklęć, Kyrre włączyła go do swojego stałego rynsztunku. Monolit okazał się prowadzić jedynie na odległe bagniska. Stamtąd z kolei dostać się można było do podziemnych korytarzy, które zamieszkiwały niebezpieczne stworzenia. Najwyraźniej jednak w okolicy nie znalazł się jeszcze żaden z wysłanników Nighonu. Również morska wyprawa na wschód dostarczyła kilku informacji o lądzie rozciągającym się daleko za stepami Gundhargu. Była to kraina równie sucha, lecz odznaczająca się swoistym klimatem; obfita w wszelkie dobra i skarby, strzeżone jednak przez jej licznych mieszkańców. Choć wysłanie tam większych oddziałów przyniosłoby niewątpliwe korzyści, trzeba było odłożyć taki zamysł na dalszy plan. I nie odległość stanowiła przeszkodę, ale nagła obecność na drodze Gunnara.

Niebezpieczeństwo zawisło teraz nad Marysinem. Podziemne hordy znalazły się zaledwie o dwa, trzy dni drogi od miasta. W ich ręce wpadła dawna twierdza barbarzyńców. Teraz sprawowali kontrolę nad lądem połączonym bezpośrednio z ziemiami Marysinu. Kyrre w tym czasie była zbyt oddalona z głównymi siłami, aby bronić granicy, o czym, jak mieliśmy nadzieję, nie wiedział przeciwnik. Zdążyła mimo trudności zjawić się w pobliżu, będąc gotową do odparcia ewentualnego ataku. Nie nastąpił on jednak, choć sytuacja wydawała się groźna. Całą uwagę dowództwa skupiał jednak skrawek ziemi odkrytej na półyspie południowym, gdzie wylądowała niewielka ekipa poszukiwawcza. Znajdował się tam bastion oflagowany przez władców podziemia. Ten fakt uświadomił nam, iż prowadzenie wykopalisk w tym rejonie nie będzie łatwe, i bynajmniej bezpieczne. Ale stawka była wysoka. Odnalezienie Graala pozwoliłoby na uzyskanie znacznej przewagi nad najeźdźcami i podniosłoby na duchu wojów oraz całą naszą społecznoś

Prace poszukiwawcze rozpoczęły się i na miejsce, gdzie znajdować się miał skarb przypływały kolejne statki ze sprzętem i ludźmi. Ruch wokół rejonu poszukiwań nie mógł zostać niezauważony i wkrótce, czego się spodziewaliśmy, doczekaliśmy się reakcji ze strony naszego wroga; przybyła przez gońca wiadomość od samego Hrabiego Benego zawierająca ostrzeżenie, aby opuścić ziemię jakoby należącą do nich oraz szydercze spostrzeżenia Hrabiego, na podstawie zapewne nieprecyzyjnych raportów jego zwiadowców, dotyczące naszych działań[...]: "He, a cóż się tak w rządku ustawili... Narada jakas? hehe". Wskazywało to, iż nie zdawał sobie sprawy z tego co obserwuje, a co mógł dostrzec. Nasza obecność nie wzbudziła najmniejszych podejrzeń i została odebrana jako prowokacja, bądź próba zmylenia w celu odwrócenia uwagi Gunnara od bogatych ziem na wschodzie. Jakkolwiek rozkładające się obozy pozostały zignorowane, nie uszło uwagi króla podziemi to, co pozostawiły one za sobą. Choć nakazaliśmy maskować miejsca przeszukane i zasypywać wykopane doły, szpiegom Hrabiego udało się nas szybko zdemaskować... Nagły zwrot wojsk znajdujących się pod dowództwem Gunnara w kierunku zachodnim oznaczał, iż wiadomość dotarła do głównego generała. Od tamtej chwili czas jaki nam pozostał do zakończenia prac kurczyć się zaczął w zastraszającym tempie, gdyż wróg zmierzał ku nam, bez wątpienia. Napięcie wśród ekip poszukiwawczych rosło i wyczuwalny stawał się lęk przed fiaskiem całego przedsięwzięcia. Minęło kilka dni i wciąż żadna z drużyn nie mogła natknąć się na choćby mały ślad. A Gunnar ze swymi oddziałami zbliżał się, wobec czego już zaczęto organizować ewakuację z półwyspu. Kyrre nie byłaby bowiem w stanie ochronić w tym samym czasie obszaru poszukiwań oraz naszego półwyspu na północy, po drugiej stronie fiordów.

O zmierzchu rozległy się okrzyki i wszyscy zwrócili swoją uwagę na niewielką grupę krasnoludzkich górników przeszukujących poletko na skraju lasu. Kilku z nich wybiegło z uniesionymi w górę rękami i okrzyknęło: "Udało się!! Skarb został odnaleziony!!!" Radość ogarnęła wszystkich kto dowiedział się o tym odkryciu i zanim rozpoczęto załadunek odtańczono z entuzjazmem Nogruh - wesoły taniec, który towarzyszył zabawom marynarzy i wszelkim uroczystościom [...]. Gdy wszyscy znaleźli się ponownie na pokładach statków, na pełnym morzu, odetchnęli z ulgą, delektując się wonią morskiego powietrza i w myślach wyobrażając sobie huczne powitanie w porcie oraz uroczystości. Skrzynia jednak nie popłynęła wcześniejszym kursem. Jednemu z generałów przypadła odpowiedzialna rola dostarczenia kielicha najkrótszą drogą, teraz juz znaną. Uland zdawał się być najodpowiedniejszą osobą do tej roli. Spędził on kawałek życia jako polowy medyk, ale lekcje, które odebrał służąc w wojsku, uczyniły z niego wybitnego przywódcę. Z niewielką drużyną przedostał się do północnego wybrzeża i stamtąd przez fiordy obrał kurs północno zachodni. Tymczasem Gunnar nie dał jeszcze za wygraną, próbując przechwycić łódź z cennym ładunkiem. Uland zmuszony był do kontynuowania żeglugi i ominięcia planowanego miejsca zejścia na ląd. Gdyby zdecydował się opuścić statek jak zamierzał wcześniej, ryzykowałby. Przy sprzyjającym wietrze Gunnar najpewniej doścignąłby mały statek, na którym płynął Uland. Równieżzgodnie z naszymi przewidywaniami Gunnar dzięki wprawnej nawigacji zdołał pokonać w niewielkim czasie ogromny z pozoru dystans, jaki dzielił go od łupu. Szczęśliwie w pobliżu znalazła się w porę z głównymi siłamiKyrre,odstraszając nadciągający pościg. Jednocześnie w jej zasięgu pozostawało Still Water. Niemniej sporo drogi musiał nadrobić Uland unikając abordażu. Umknąłjednak pozostawiając barkę kilkadziesiąt mil na południe od Ściany Syren. Na spotkanie wkrótce wyszła mu Kyrre przejmując od Ulanda bagaż odpowiedzialności za drogocenny puchar Graala. Następnego ranka rozpoczęto w zamku budowę monumentalnego posągu Duchowego Strażnika, miejscowego ducha opatrzności.

Gunnar, stając wobec rychłej konfrontacji z rosnącym w siłę księstwem ludu Krewlood, zdecydował się na desperacki akt i stając na czele swych najwierniejszych oddziałów ruszył wydając bitwę Kyrre, zagrażając mieszkańcom Still Water po raz ostatni...

Paul 17 VIII 04

RavenDesign

Heroes of Might and Magic homm 5 heroes 4 3 heroes III hom&m2 mapki porady do